(2) Zachodnia pruderia versus seksualna wolność po tajsku

W tym tajlandzkim raju jest tak wygodnie i porządnie, że aż nudno. Nikt mnie nie zaczepia, ludzie się wiecznie uśmiechają, a nawet częstują smakołykami, nikt nie woła za mną brzydkiego ‚bahenćod’, gdy czegoś nie kupię … No dobrze, tak lukrowanie Tajlandia wygląda z wierzchu; a co bywa pod spodem miałam okazję na chwilę podejrzeć … Wędrowaliśmy sobie miastem w dziwnej konstelacji, ja w średnim wieku i bardzo straight, oraz mój nowy kolega, Francuz, dużo młodszy i zupełnie nie straight, czyli lubiący tylko chłopców.  Wracaliśmy więc sobie koło jedenastej w nocy z Saturday Market, gdzie żeśmy się nafutrowali zestawem sushi (4 zł), smażonym tofu, naleśnikami z puddingiem kokosowym i słodką kukurydzą, próbując się dopchać słodyczami z fasoli, ale ni jak nam nie wchodziły.

Za to wchodziły nam świetnie ichnie herbatki mrożone, cudowne, bo z kwiatów hibiskusa, chryzantem, trawy cytrynowej i grass jelly, ale nie mam pojęcia co to jest. Francuz się rozruszał tuż pod ‚domem’ i mówi, chodź jeszcze na małe piwo. Usiedliśmy przy stoliku pod sklepem, obok wesołej Tajki, choć ze znacznie przetrzebionymi przednimi zębami. Tajka przyklasnęła, gdyśmy się rozsiedli i dawaj streszczać cztery lata swojego życia: jak to sobie super radzi, bo ma chłopaka Anglika, który przysyła jej nowe zamówienia co tydzień, ona wskakuje na skuter, szuka towaru, wysyła, i obydwoje zarabiają jak ta lala. Nie mówiąc o tym, że przecież to boyfriend i może pewnego dnia pojedzie do Anglii … Alex, Francuz, syczy do mnie, że się klasycznie wykorzystują, nowej koleżance zaś nasze spojrzenia nie przeszkadzają zupełnie. Pyta więc czy palimy trawkę, ja że nie, Alex zaś, znudzony swoim ultra-organicznym stylem życia (masaż, yoga, medytacja) kiwa głową, że chętnie, ale że do jej pokoju to musi pójść ze mną – rzucając błagalne spojrzenie.

Pokój Sen jest w opłakanym stanie, w kącie widzę pierwszego w Tajlandii karalucha. No cóż, za to babka wskakuje na łóżko – na którym siedzimy na kupie – i hojnie nabija skręta. Zapomniałam dodać, że lat ma 38, żółtą miniówę i czarne majtale które w dwójkę podziwiamy. Zapala i opowiada jakie to szczęście, że jest ten Anglik, bo ona może swoją córkę – co z babcią na wsi mieszka – posłać do szkoły, i pięcioro dzieci swojej zmarłej siostry też, no i utrzymać rodziców – łącznie osiem osób. I że kupiła im dom, i trzy skutery. Po chwili słychać pukanie do drzwi i voila, wchodzi jakiś gówniarz. Siostrzeniec – pytam, myśląc, że on z tej gromadki. Nie – Sen kręci głową, this is my local lover. Acha, mało nie spadamy z łóżka. Sen ciągnie dalej: He was 16 when we met. – 16? – Tak, ale sama nie wiem jak to się stało … miłość nie wybiera, mówi, i ciągnie dalej: Powiedziałam mojemu boyfriendowi w Londynie o nim, no wiesz, on przyjeżdża raz na rok, a kobiety mają swoje potrzeby. I powiedział ok, nie ma sprawy, tylko poprzestań na jednym.

W czasie gdy to mówi, gówniarz w ogóle na nas nie zważając nurkuje w szafce nocnej i wyciąga coś z pudełeczka po perfumach różowe tabletki, które rozpuszcza na sreberku i wdycha przez skręcony papierek. Sen niby chce mu to zabrać, ale potem przypala sama, a my w dwójkę siedzimy jak w kinie i oglądamy film made in Thailand. Sen z gówniarzem flirtuje, to bije go po łapach, to masuje mu uda; odpalają jednego za drugim, ponoć to jakiś speed, a Sen w tym czasie dopowiada, że gówniarz jest młodszy od jej córki, ale ona bez niego nie może żyć. No i że mieszka ze swoją mamusią piętro wyżej, ale mamusia udaje, że niczego nie wie … no i przecież Sen pilnuje, by gówniarz nie spóźnił się do szkoły, gdy u niej nocuje.  Nie wiemy co z sobą zrobić, Alex nie może przestać się chichotać i komentuje coraz głośniej – zwłaszcza gdy dzwoni kolejny boyfriend, ponoć eks, Turek, o pierwszej w nocy …

Francuz szepcze: burdel mama czy drug mama? Co to w ogóle jest? Czy oni naprawdę są tak wyzwoleni seksualnie?

Koło pierwszej mamy serdecznie dość. Sen wychodzi razem z nami: obciąga krótką spódniczkę, ochlapuje twarz zimną wodą. Idę na internet zadzwonić do mojego angielskiego boyfrienda – mówi – muszę być a different girl, poważna, rozsądna. On mnie innej nie lubi. Żegna się z nami serdecznie i zaprasza na więcej. Nie wiemy tylko czy więcej opowieści o chłopakach, czy trawy.

No tak, wyszło na to, że pochodzimy obydwoje z konserwatywnego Zachodu, nawet Francuz gej, ni jak się za Tajami nie nadąży.