(20) W drodze do Bagamoyo

Z Mafii tą samą drogą, a nawet nieco gorszą, bo kolebiącym się na sztormowych falach „parowcu”, wróciłyśmy na stały ląd i pojechałyśmy do Dar es Salaam. Brzmi łatwo, ale podróż zajęła nam
trzy-czwarte dnia i dotarłyśmy na ostatnich nogach, oblepione błotem i rdzawym pyłem. Już wiemy gdzie w Dar zanocować i poruszamy się łatwiej wśród tych melancholijnie brzmiących ulic – India i Libya street, Morogoro i Uhuru streets, więc wystarczyło zrzucić plecak, doprosić się gorącej wody i po chwili byłyśmy jak nowe!

Tyle że mieszkałyśmy, jak zwykle, na Nkrumah street, w środku muzułmańskiej dzielnicy i o godzinie piątej – po dniu przymusowego postu – dalej nic do żarcia znaleźć nie mogłyśmy, bo 1 sierpnia zaczął się ramadan. I lipa, musiałyśmy jeszcze swoje odczekać wiercąc się na krzesłach w arabsko-omańskiej knajpie, gdzie bulgotało i wrzało, ale jeść dali dopiero dobrze po szóstej. Następnego ranka był jeszcze gorzej – wszystko zamknięte i kawy ani czapatta na darmo by szukać. Aż w końcu podpowiedział nam miły Hindus, że właśnie na Mosque street – gdzie znajduje się największy meczet w Tanzanii – za dobrze zasuniętą kotarą jest czynna knajpka:)) Knajpkowa mamma też muzułmanka, sama pości, ale innym daje zjeść:))