(28) Jambiani, morskie algi, luksusowe kremy

Na werandzie stoi bambusowe łóżko, bambusowy stół i tubylcze krzesła obciągnięte skórą z bawołu. Nad nami, chroniąc od spiekoty, powiewa biały żagiel, co służy za markizę. A wokół szaleje tylko natura, frangipani i bougainville, ogromne agawy i palmy, świeżo zasadzone drzewa papayi i inne cuda …Czas przesypuje się jak ten piasek na plaży, nie schwytany w klepsydrę. Nic nie robię, a jestem pełna wszystkiego i chyba wreszcie nie myślę. Choć na pewno pomyślałam raz, i to konkretnie. Wybrałyśmy się z Cristiną w czasie odpływu zobaczyć z bliska jak kobietki pracują na swoich ‚rodzinnych’ plantacjach alg morskich.

Wygląda to niesamowicie – algi są w różnych kolorach, zielone, purpurowe i lekko żółte. Rozsadzają je w mniejsze kępki przywiązane do sznurka, który potem rozciągają między palikami. Siedzą w ciepłej wodzie, plotkują, ręce pracują same, przywykłe do odrywania i zawiązywania. Odchodzą, gdy morze da sygnał, że teraz samo zajmie się algami.Nie byłam takim strasznym intruzem dzięki Cristinie – część z nich to jej sąsiadki, a poza tym jest dla nich już prawie tutejsza. Crisitna tłumaczyła każde moje pytanie, a kobietki cieszyły się, że nie tylkopstrykamy zdjęcia. Mogły się więc poskarżyć, że chłopy im nie pomagają, nawet ciężkich worków z algami na brzeg nie przynoszą.

A podmorskie poletka mają od dziesiątków lat, bo tylko w kilku miejscach na świecie hoduje się ten gatunek alg. Każda rodzina wie, które poletko jest czyje i nikt nikomu morskich dóbr nie podbiera. Algi zbiera się raz na trzy tygodnie, z farmy średniej wielkości uzyskuje się po wysuszeniu paręnaście kilo, za które handlarze z Dar dają im około 22 tys. szylingów, czyli niecałe 20 dolarów. I w tym momencie włączył mi się mózg, umysł racjonalny i kombinujący. One dostają grosze, bo oczywiście sprzedają nie ekstrakt z alg, ale surowiec, więc kasa płynie do tych, co te glony przetwarzają. I tutaj mam apel do Was – czy znacie może kogoś kto wiedziałby jakie maszyny powinni mieć w Jambiani, by wycisnąć z alg ich esencję? I wydobyć się z nędzy?

Bo owszem, Jambiani jest rajem, rajem też dla biednych, bo żywi i ogrzewa mieszkańców tych uroczych domków z białego koralowca. Można by tylko pomyśleć co zrobić by nie musieli wysprzedać całego Jambiani, każdego skrawka ziemi przy plaży i przy drodze, by trochę opóźnić ten proces wciskania się naszych zachodnich porządków do cudzego raju …