(3) Ouladija

Wystarczyło podreptać dalej by na południowym krańcu Oualidiji spełniły się wszelkie marzenia o rybach i krewetkach dopiero co wyciągniętych z morza, bo przecież to nie ryba przychodzi do człowieka, a człowiek do ryby – i jak już są, to na jednym odcinku plaży;

Zatem wczorajszy dzień zaczął się rybnie-wspaniale i tak też się toczył; kraby wielkie jak dwie złączone stopy skwierczą na grillu na kramikach rozstawionych w zakolu laguny, gdzie pod parasolami miejscowi aranżują co dzień mini-knajpki, a każdemu z nich trzeba obiecać, że gdy głód powróci przyprowadzi nas na powrót do nich, a nie, broń Boże, do kolegi.

Wybrzeże jest piękne, woda lazurowa, zmierzwiona i humorzasta, poszarpana silnymi falami, cudownie nieposkromiona … Rano jest odpływ, popołudniu przypływ, który cieszy surfujących chłopców i dzieciaki skaczące po falach, a zanim zejdziemy z plaży znów przychodzi odpływ, czasem wśród tak gęstej mlecznej mgły, że trudno uwierzyć, że jest się nad oceanem…

Południowe wybrzeże Oualidiji ma naprzemiennie długie ciągi złotej plaży i surowego, skalistego wybrzeża. Na szczycie skały, ponad grotami które mogłyby być natchnień dla  Gaudiego, rządzą się dwaj sprytni Marokańczycy, monopolizując miejsce kompletnie. Jesz co rano zamówisz, do tego herbata miętowa kiedy tylko tam się zajrzy. Z tej skały łowią ryby, spuszczają butle na sznurze po słoną wodę i w oparach kifu śpią w malutkiej jaskini na szczycie, pięknie.

 Dalej zaczyna się dzika plaża z campingiem tout gratuit, spore, etniczne osiedle wibrujące życiem jak jaki stwór, gdzie niestety sobie nie pomieszkamy; w oddali grób marabuta z małą szkółką koraniczną, gdzie spotkałyśmy Wizzol i Sheimę, małolaty, które zachwiały mocno moim wyobrażeniem o dziewczynach wychowywanych w islamie.

Dziewczyny wspinając się po skałach gromko krzyczały do nas Come on, Viens ici i co tam jeszcze, a potem zabrały nas do maman i papa; to wykształcona rodzina z Casablanki, postawili sobie wielki namiot na dzikiej plaży wyłożony w środku dywanami i poduszkami, a jak nas wciągnęli do środka nie mogliśmy przestać gadać.

A tak zupełnie poważnie, zrobiło to na mnie wrażenie. Córki wiedziały, że ich goście zostaną serdecznie przyjęci i nikomu przeszkadzać nie będą. Ojciec dominuje, nadaje ton rozmowie, ale  cała szóstka bawi się razem w najlepsze; wyją gromkim śmiechem ci nasi zahamowani muzułmanie….