(6) As Sawira

Jesteśmy wciąż w As Saouirze, które Hanka okrzyknęła ‚zemstą Allacha’, gdy z kranu nie kapało nic, nawet woda, a prądu nie było pół dnia. Nic nie jest zgodne z życzeniem ani nie pojawia się na życzenie, np. jak chcemy zjeść to jedzenia nie ma, restauracje zamykają, a jak nie chcemy to każda nora okazuje się jadłodajnią. Na szczęście, gdy człowiek powstrzyma się od koncertu życzeń to dzieją się rożne miłe rzeczy. Jaśmina też próbuje na swoją rękę zdjąć z nas klątwę i raz modli  się do Allacha, by zobaczyć czy działa szybciej i sprawniej niż inni bogowie, a raz próbuje udawać, że Nikt Wielki tu nie rządzi …

Dziś przesiedziałyśmy pół dnia na pięknym dziedzińcu z portykami wokoło; uwielbiam te ich dziedzińce jeśli tylko nie są przypadkiem targiem rybnym czy mięsnym. Ech, jest tu coś dziwnego w powietrzu, bo idąc arterią na wprost od naszego hotelu Bab Dukkala, w końcu główną, nie uniknie się krwawych rzeźnickich widoków, łącznie z piłowanymi racicami kózek, od których lepiej szybko odwrócić głowę… Wiem, że to to samo mięso, które my spożywamy, jednak zachodnia sterylność jest przynajmniej estetycznie łaskawa. Myślę sobie, że to  unaocznienie krwi i mięsa musi mieć jakiś wpływ na ludzi, a na pewno ma na atmosferę miejsca … To, co naokoło nie jest już piękne w lekki sposób i może też sprawia, że całość osadza się w rzeczywistości, a nie w sennych marzeniach?

Anyway, jak się minie te haki i stragany, należy się w As Saouirze zgubić. Inaczej – pozostaje niesmak lub niedosyt- jak na oazie stworzonej dla turystów. Suki są barwne i gwarne, jednak co trzeci twarz jest biała, w związku z tym co drugi Arab jest pazerny, bo Maroko to już nie kraj hipisów, a dwutygodniowych turystów. Wyjątkowe są chwile zgubienia się w meandrujących zaułkach i te przestrzenie poza światem stworzonym według zachodnich wyobrażeń o idealnych wakacjach w Maroku. Wychodzi na to, że u przedproża Afryki trzeba raz jeszcze, inaczej, wymknąć się Zachodowi.