(6) Kochin, karuzela wielorakości i machający ogon

Marne siedem godzin miałam dziś wolnych na Kochin, które od starożytnych czasów mamiło żeglarzy i kupców czarnym złotem czyli przyprawami, jak też urodą swą niezwykłą, bo morze przechodzi tu w ląd, a ląd w słodko-słone wody tak niespodziewanie, że tylko wsiąść w łódkę i podziwiać – ale uwierzcie, czasu nie zmarnowałam:)

Po dziewiątej zajrzałam do sklepu Eliasza, malabarskiego Żyda, z którym poznałam się wcześniej, ale Eliasz jeszcze najwidoczniej dosypiał, choć jego chłopcy już byli w akcji: podlewali Eliaszowy ogród z roślinkami na sprzedaż, czyścili papuzie klatki i odławiali rybi, które nie przeżyły nocy. Eliasz zasiada bowiem niczym królewski wieloryb pośrodku morza połyskujących akwariów, na dodatek w sali, która była wcześniej yeshiwą! Jeszcze w latach ‘50tych to nie rybki tu rozrabiały, a chłopaki w myckach! Dziś po nich ani śladu, za to wystarczy zapuścić się głębiej, podejść do worków z karmą na zapleczu, by odkryć, że to przedsionek skąd pięknie wyłukowane drzwi wiodą prosto do … synagogi pełnej starych ławek, belgijskich żyrandoli, zdjęć przodków itd. Małe zoo – nieźle, prawda?:)

Potem podreptałam na cmentarz żydowski by się przekonać czy dalej jest zamknięty; i owszem był, ale za to stał sobie pod nim Shirin, Kaszmirczyk, skory bardziej do rozmowy niż do handlu.  Obgadaliśmy więc żydowskie sprawy, spiliśmy w jego ‘emporium’ herbatę, i przeszliśmy płynnie do dyskusji o muzułmanach, bo Shirin na dzień dobry stwierdził, że większość braci w wierze w Kaszmirze jest stuknięta, jak również ci miejscowi, którzy sami sobie na głowę ściągnęli rządy nacjonalistycznej, ultra-hinduskiej partii, która niczym Śiwa niszczyciel ma ambicje stworzyć nowe Indie. I jak było się z nim nie dogadać?:) Inna sprawa, że dostałam już około 10 smsów i telefon mam bombardowany …

Potem zajrzałam do bazyliki Santa Cruz, gdzie akurat odbywał się ślub z pompą taką, że fotografowie mało się nie pozabijali kamerami, tylu ich było, a pucołowata panna młoda w złotym sari spływała potem, pogubiona, w który to właściwie obiektyw ma patrzeć. Obok bazyliki jest super włoska restauracyjka, zajrzałam więc na carpaccio z parmezanem; konsumpcję z umilił mi właściciel historyjkami o tym skąd bierze się powołanie do kapłaństwa. Z nim było to tak – jako dzieciak uczęszczał do szkółki niedzielnej i w wieku 11 lat dostąpił zbliżenia; czyli tak jak inni chłopcy został zaproszony na tete a tete z księdzem; ten go pomacał tu i tam  parę razy –nie nazwał tego oczywiście molestowaniem – ale widząc, że chłopcu nie sprawia to frajdy, dał sobie na luz. Tylko ci, którzy mieli naturalny dryg, namawiani byli do wstąpienia na drogę kapłaństwa, jak twierdzi Thomas. Sam jak się opowiedział, to się opowiedział, jest hetero, ale do knajpy wziął tranwestytę – przypominam, naprzeciw bazyliki! – bo to się klientom z Zachodu podoba. And – dodał – I know this business well.

I jeszcze, wracając na prom, zajrzałam w uliczuchnę małą, zakurzoną, tuż nad rzeczką, gdzie zostałam wciągnięta do domu – obdrapanej izby z dwoma łóżkami – w której zasiadło co najmniej z dwadzieścia kobiet; świętowały zaręczyny Nirmali, i choć nic nie popijały, takich salw śmiechu od dawna nie słyszałam. Boże, że można się tak śmiać, że się zachrypnie, dostanie czkawki, że spłyną łzy! A już najbardziej rozbawiło dziewczyny poinformowanie mnie o tym, że Nirmala wychodzi za chłopaka, który skończył college i ma sklep z komórami, a ona nawet drugiej klasy podstawówki nie zdała!

A na deser, gdy płynęłam z powrotem do Ernakulum rozklekotanym promem, do którego ręczną korbką pompuje się paliwo, chlupnęły w pobliżu dwa delfiny … Jak to możliwe, że te delikatne, srebrzyste stwory nie uciekają od tych pierdzących kolosów?

I tak, one day, a tyle przeżyć. Zdążyłam jeszcze dojechać do Thrisshur, kawałek drogi na północ, podnieść telefon od muzułmanina co nie lubi swych współwyznawców, za to tęskni za mną – i do jutra odłożyłam konieczność rozczarowania go i wsadzenia do tej samej beczki co braci w wierze:)