(7) Sezon drugi lankijskiej telenoweli, południe i zachód wyspy

Sezon drugi podróżniczej telenoweli, czyli po długiej przerwie. Zostawiłam Was, kochani, gdzieś we wschodniej części Lanki, na pięknych plażach wśród przystojnych Australijczyków. Dawno temu to było. Następne tygodnie miały w sobie coraz mniej z broszury biura podróży, a coraz więcej z reality włóczenia się długo i nisko-budżetowo. Owszem, po wyjeździe z Arugambay, zgodnie z ambitnym planem ‚zobaczymy jak najwięcej’, zwiedziłyśmy południe Lanki – Galle, Matemwe, Tangalle, Mirrissa – wszystko piękne i zajmujące na tyle, że czasu nie było na pisanie.

Pod koniec podróży, w Negombo, plażowej miejscowości pod Colombo, miałam zamiar odsapnąć na koniec – popływać, poleżakować w nadziei, że wyjadę stąd zregenerowana na tyle, by sprostać hardcorodwym Indiom. Tak zakładał plan.

Tyle że się pochorowałam z nadmiaru basenu, zimnych napoi i cudzych zarazków. Padłam więc w gorączce, doglądana przez dziecko doznając takiej oto dobroci syngalezkiego właściciela guesthouse’u: ‚Check out time is 10 am. If you really feel so bad, why didn’t you tell me? I would bring you holy water from the church, you would be good by now.’ No tak, właściciel wolałaby mnie napoić święconą wodą, tańsza jest przecież niż herbata:)

I jeszcze sprostowanie – tak bywa tylko tam, gdzie natłok turystów i dolarów psuje dobre duszy Lankijczyków – jak na przykład w Negombo, bo gdzie indziej przynieśliby mi nie wodę święconą, a termosy pełne herbaty i papu na dwa dni.