(9) Fez i Moulay Idris

Pora wracać kiedy akurat poczułyśmy się włóczęgowsko i bawimy się dobrze nawet w tak brzydkiej mieścinie jak Al Hoceima.  Ale po kolei. Z pięknego Fezu wybrałyśmy się do Moulay Idris, do gorących źródeł choć jest wystarczająco gorąco, z głowami pełnymi oczekiwań jak tam świetnie będzie, zgodnie z tym, co twierdzili przekonywująco inni. Ratunku! Dziękujmy cywilizacji za nasze prysznice, odkręcające się kurki, sprawne rury, i za poczucie intymności!

W Moulay jest kilka ‚stacji’, do źródeł typu ‚jacuzzi’ kolejka była straszna, więc w piekącym słońcu zeszłyśmy po stu stopniach na dół do ‚piscine’ co wzięłyśmy sobie, zgodnie z nazwą, za basen nie-koedukacyjny. Oczywiście, nim kupiłyśmy bilety powstały wyobrażenia: basen, pod gołym niebem, sady pełne oliwek i daktyli, zrobimy sobie super piknik. A to, co zobaczyłyśmy, bliższe jest raczej któremuś z kręgów piekielnych Dantego!

Sadzawka z wrzącą wodą, rozumiem, zapach siarki, też, zadaszenie, niech będzie – w końcu to hammam a nie basen, ale wokół tej sadzawki ukazała się ino zbita masa ciał nachodzących na siebie, przepychających się, stłoczonych jak sardynki; zewsząd machają gołe arabskie piersi, zwisają brzuchy, a cały ten tłuszcz i rozstępy podstawiane są koleżance do umycia… coś niesamowitego, taka szpetna, zaniedbana kobiecość skupiona w jednym miejscu.

Panie szorowały się i pucowały, w sadzawce stała nie świeża woda a ścieki z pływającymi włosami łonowymi, ale Boże drogi, zauważyłyśmy to dopiero po wskoczeniu do niej…. i prysznica niet! na tysiąc kobiet jeden jedyny kranik w ubikacji, do którego przepycha się każda z wiadrem by się spłukać i ochłodzić; i my w desperacji też, byle szybciej uciec stamtąd. Tak wyglądały nasze gorące źródła – zapewniam, bardzo siarczane i na pewno świetne na choroby skóry:))

Ale to ciekawe różnice kulturowe, one na ulicach zakryte po czubek nosa, byle nie pokazać kawałka łydki, my – eksponujące się. A w sytuacji ‚prywatności’ kobiet – one nieskrępowane, w pełni na luzie, traktujące swoją cielesność inaczej, a my – jak się okazało, szczyt pruderii, każda w pełnym stroju kąpielowym i zażenowana roznegliżowaniem innych. O czym to świadczy? Inne poczucie intymności? Inne poczucie estetyki? akceptacji ciała?