(7) Imlil, Atlas

Po drodze był Marrakesz, a od trzech dni jesteśmy w górach Atlasu, w Imlil, stacji wyprawowej na najwyższą górę Afryki północnej, Jabal Toubkal. Imlil to urocze górskie miasteczko - gdyby tylko wyłączyć głos tym wszystkim co wykrzykują  z daleka 'dobrze dobra' spodziewając się za to Bóg wie jakiej nagrody. Zamiast iść do Auberge poszłyśmy kawałek do innej wsi i mieszkamy w Gite - takim niby pensjonacie, po którym biega więcej dzieci niż po polskim przedszkolu.


(6) As Sawira

Jesteśmy wciąż w As Saouirze, które Hanka okrzyknęła 'zemstą Allacha', gdy z kranu nie kapało nic, nawet woda, a prądu nie było pół dnia. Nic nie jest zgodne z życzeniem ani nie pojawia się na życzenie, np. jak chcemy zjeść to jedzenia nie ma, restauracje zamykają, a jak nie chcemy to każda nora okazuje się jadłodajnią. Na szczęście, gdy człowiek powstrzyma się od koncertu życzeń to dzieją się rożne miłe rzeczy. Jaśmina też próbuje na swoją rękę zdjąć z nas klątwę i raz modli  się do Allacha, by zobaczyć czy działa szybciej i sprawniej niż inni bogowie, a raz próbuje udawać, że Nikt Wielki tu nie rządzi ...


(5) As Sawira

Od trzech dni jesteśmy w Mieście Wiatrów, As Saouirze, dalej na południe, w stronę Agadiru, gdzie posiedzimy tydzień, bo dałyśmy się wrobić w płatność z góry. Kurcze, monsieur właściciel tak zgrabnie udawał, że nie mówi w żadnym języku, że połasiłyśmy się na dobrą cenę nie bacząc na czasokres;


(4) Oualidija

Dotarłyśmy do naszej rodzinki w porze połowów, gdy ocean pozwala na wyrywanie sobie małych skarbów, odsłaniając skalne dno. Jasi nowe koleżanki, Wizzol i Sheima z grabkami w ręku czekały by zabrać się do dzieła. Małże tulą się do siebie jak rodziny kurek w lesie, albo i gęściej, wyglądają jak rozłożone wachlarze naskalnych kwiatów. I mi było trochę przykro wyrywać je morzu, ale zapełniłyśmy cale wiadro.


(3) Ouladija

Wystarczyło podreptać dalej by na południowym krańcu Oualidiji spełniły się wszelkie marzenia o rybach i krewetkach dopiero co wyciągniętych z morza, bo przecież to nie ryba przychodzi do człowieka, a człowiek do ryby - i jak już są, to na jednym odcinku plaży;


(2) Oualidija

30 lipca 2007

Jesteśmy w niczego sobie kurorcie, ale by zasadzie kontrastu stało się zadość, idąc dziś rano na śniadanie w tymże kurorcie potknęłyśmy się niemal o kozie łby, oczywiście odpiłowane, leżące równiutko na ziemi obok równiutko obciętych koniczyn, och fu.... choć z drugiej strony, skoro się już zabija to lepiej wykorzystać wszystko, a poza tym, na szczęście crepy czekały na nas w parometrowym oddaleniu od głów i łbów.


(1) Oualidija

19 lipca 2007

Od wczoraj jesteśmy już nad oceanem; droga przetarta szlakiem przygód, w równej mierze zachwytów i podkurwień. Nie wiem jak w tym kraju można sobie poradzić bez francuskiego; ja robię z siebie zalotnego półgłupka żeby przeżyć, oczywiście z francuskim takim, że pożal się Boże.


Maroko – wstęp

WYPRAWA: lipiec / sierpień 2007 UCZESTNICY: nasza przyjaciółka Hanka, Jaśmina (lat 14) i ja, Ania; TRASA: Berlin – Malaga –Tanger – Casablanca – Oualidija – Essaouira – Marakesz – Imlil – Fez – Szefshuan - Al Hoceima – Mdiq – Tetouan – Ceuta – Malaga - home