Ognista zupa krem z dyni

A co można wyczarować z takiej pięknej dyni? Wydłubać jej oczy i dziury na zęby? E tam, lepiej ją zjeść – w wersji wege fusion! Uwielbiam tę zupę na przełomie lata i jesieni, bo jej złocistości komponują mi się z kolorami na zewnątrz, a poza tym cudownie rozgrzewa w pierwsze chłodne wieczory:))

– dynia średniej wielkości, dumnie pomarańczowa;

– dwa / trzy ziemniaki;

– parę ząbków czosnku;

– puszka mleka kokosowego;

– pasta curry (najlepiej czerwona), sól, ziele angielskie, liść laurowy, kostka bulionowa, olej (sezamowy jest idealny, pięknie pachnie);

– do posypania – jak kto lubi – garść pietruszki zielonej lub liście kolendry – tę ostatnią hoduję zawzięcie na balkonie, rośnie super;

A więc tak: najpierw trzeba rozprawić się z dynią – obrać skórkę, pokroić byle jak, np. w takt latino. Do garnka wlać troszkę oliwy, dodać łyżkę tajskiej pasty curry, parę ząbków czosnku, wrzuć kostki dyni i ze dwa, trzy ziemniaki. Chwilkę podrumienić, niech połączę się smaki i nabiorą wyrazistości. Zalać wrzątkiem tak, by ledwo je przykryć, dorzucić hojnie ziela angielskiego, dodać kostkę bulionu wege i dać całości pokipieć z 20 minut. A jak nam wszystko zmięknie, zalać mlekiem kokosowym, pogotować jeszcze chwilę. Zmiksować, okrasić czymś zielonym – np. listkami kolendry. Pycha!!!