Archiwa tagu: Indie

(4) Radżastan – Udaipur

Coachem do Bombaju, stamtąd pociągiem do Alahamabadu, gdzie bomby zdążyły wybuchnąć w zeszłym tygodniu, przesiadka i w pociąg do Udaipuru- po dwóch nocach i jednym dniu lądujemy na miejscu.Radżasthan. Kraina Rajputow, wielkich maharadżów, dzielnych wojowników, miniatur marwari, wielbłądów i słoni ... a także piekło lub raj dla handlowców, artystów - tandeciarzy i właścicieli  turystycznych biznesów. By przetrwać, potrzeba inwencji, która się w przypadku pewnego ulicznego artysty przejawiła tak:


(3) Chapora – historyjki

Sunrise Restaurant – była naszą ulubioną knajpka śniadaniową, prowadzoną przez Hindusów zwących się jak wszyscy Goańczycy de Souza albo Fernandez;  właściciele serwują świetne soki na zdrowy początek dnia. Drugiego dnia Hanka – zerkając na napis na ścianie – rzecze: - Chyba tylko przy tamtym stoliku można sobie dokropić chilli - bo zobacz, nad naszym napisano: NO CHILLUM. No cóż, chillum to sposób na jaranie haszu przez fajkę – myślałam więc, że spadnę pod stół. Właściciele słusznie nie życzyli sobie palenia – naprzeciw przecież znajduje się Holy Cross Chapel.


(2) Północne Goa – Chapora, Vagator

 O hipisowskiej kolonizacji wybrzeża wtręt krótki. Jesteśmy teraz w pięknej malej Chaporze w północnym Goa, tuż obok znanych z 60-tych lat plaż Calangute i Baga; wieczorem nasza wioseczka jest zupełnie pusta, didi-jee w juice barze serwuje soki, Fernandez odmawia różaniec w sklepie na rogu, a cała zgraja zachodniej i izraelskiej młodzieży, dzieci chillumu, naćpana na maksa, w jednej norze siedzi. Czemu wolność obraca się w totalne zblazowanie?


(1) Goa – Colva, Benaulim

Odkąd jesteśmy w raju backpackersów i post/eks-hipisów, poczucie czasu zaczyna płatać mi przyjemne figle. Dni z jednej strony zdają się płynąć wolno, pełne ‘przestronności’, wolne od bagażu zadań, a z drugiej - zbyt szybko się toczą, jak perełki nanizywane na sznurek, a ten sznurek krótki, bo tym razem mam przed sobą niecałe trzy miesiące. Ale do rzeczy. Zarzekałam się, że pocałuję indyjską ziemię i pocałowałam, ale dopiero ten kawałek opłukiwany przez morze arabskie, z całą wdzięcznością, że znów tu jestem.