Archiwa tagu: maroko

Marokański kuskus

Kuskus jest drobną, żółciutką kaszą która bez przypraw w zasadzie nie ma smaku. Podaje się ją na zimno i z dużą ilością warzyw jako letnią sałatkę lub danie główne. Jest bardzo świeży w smaku, lekki, nie zawiera zbyt wiele tłuszczów ani kalorii i dzięki temu wspaniale je się go w upały, kiedy nie ma się ochoty na „ciężkie” jedzenie.


(11) Szefszuan

A potem pojechałyśmy prosto do Szefszuanu, błękitno-białego miasteczka w górach, mekki tych co zioła lubią ... I tu, przyznać się muszę do porażki. Albo może to spisek, jak twierdzi Hania. Spisek gangu od henny w Marakeszu z zielarzami z Rifu.


(10) Cala Iris

Salam Alejkum albo Ojejkum. Pojechałyśmy do Al Hoceimy, w górach Rifu i nad Morzem Śródziemnym, gdzie czatowałyśmy jeden dzień na jakiś transport. I stamtąd drogami, które dopiero zostaną wybudowane, dotarłyśmy do Cala Iris, spokojnej zatoczki nad morzem, gdzie tylko camping i bungalowy, sami Marokańczycy na wakacjach i my; tym razem absolutny strzał w dziesiątkę.


(9) Fez i Moulay Idris

Pora wracać kiedy akurat poczułyśmy się włóczęgowsko i bawimy się dobrze nawet w tak brzydkiej mieścinie jak Al Hoceima.  Ale po kolei. Z pięknego Fezu wybrałyśmy się do Moulay Idris, do gorących źródeł choć jest wystarczająco gorąco, z głowami pełnymi oczekiwań jak tam świetnie będzie, zgodnie z tym, co twierdzili przekonywująco inni. Ratunku! Dziękujmy cywilizacji za nasze prysznice, odkręcające się kurki, sprawne rury, i za poczucie intymności!


(8) Fez

Nad głową jakieś dziewczę wyje mi 'habbibi' i 'habbibi', wtóruje dziewczę z cyber cafe, ale i tak w Fezie mamy luksusowo, nikt nas nie naciąga, nie kusi ani nie straszy na poły zdechłymi wężami jak na Jemmaa El-Fna w Marakeszu... Naprawdę nie rozumiem co sprawiło, że Peter Gabriel, Mick Jagger czy choćby Yves Saint Laurent właśnie tam kupili sobie domy.


(7) Imlil, Atlas

Po drodze był Marrakesz, a od trzech dni jesteśmy w górach Atlasu, w Imlil, stacji wyprawowej na najwyższą górę Afryki północnej, Jabal Toubkal. Imlil to urocze górskie miasteczko - gdyby tylko wyłączyć głos tym wszystkim co wykrzykują  z daleka 'dobrze dobra' spodziewając się za to Bóg wie jakiej nagrody. Zamiast iść do Auberge poszłyśmy kawałek do innej wsi i mieszkamy w Gite - takim niby pensjonacie, po którym biega więcej dzieci niż po polskim przedszkolu.


(6) As Sawira

Jesteśmy wciąż w As Saouirze, które Hanka okrzyknęła 'zemstą Allacha', gdy z kranu nie kapało nic, nawet woda, a prądu nie było pół dnia. Nic nie jest zgodne z życzeniem ani nie pojawia się na życzenie, np. jak chcemy zjeść to jedzenia nie ma, restauracje zamykają, a jak nie chcemy to każda nora okazuje się jadłodajnią. Na szczęście, gdy człowiek powstrzyma się od koncertu życzeń to dzieją się rożne miłe rzeczy. Jaśmina też próbuje na swoją rękę zdjąć z nas klątwę i raz modli  się do Allacha, by zobaczyć czy działa szybciej i sprawniej niż inni bogowie, a raz próbuje udawać, że Nikt Wielki tu nie rządzi ...


(5) As Sawira

Od trzech dni jesteśmy w Mieście Wiatrów, As Saouirze, dalej na południe, w stronę Agadiru, gdzie posiedzimy tydzień, bo dałyśmy się wrobić w płatność z góry. Kurcze, monsieur właściciel tak zgrabnie udawał, że nie mówi w żadnym języku, że połasiłyśmy się na dobrą cenę nie bacząc na czasokres;


(4) Oualidija

Dotarłyśmy do naszej rodzinki w porze połowów, gdy ocean pozwala na wyrywanie sobie małych skarbów, odsłaniając skalne dno. Jasi nowe koleżanki, Wizzol i Sheima z grabkami w ręku czekały by zabrać się do dzieła. Małże tulą się do siebie jak rodziny kurek w lesie, albo i gęściej, wyglądają jak rozłożone wachlarze naskalnych kwiatów. I mi było trochę przykro wyrywać je morzu, ale zapełniłyśmy cale wiadro.


(3) Ouladija

Wystarczyło podreptać dalej by na południowym krańcu Oualidiji spełniły się wszelkie marzenia o rybach i krewetkach dopiero co wyciągniętych z morza, bo przecież to nie ryba przychodzi do człowieka, a człowiek do ryby - i jak już są, to na jednym odcinku plaży;